powrót do spisu treści

powrót do listy numerów archiwalnych

powrót do strony głównej



Polski akcent podczas 53 Kongresu Niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego

Korespondencja Zbigniewa Szczepańskiego z Niemiec

W dniach od 13. do 16. czerwca 2000 roku odbył się w Monachium Kongres Niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego. Zapewne nie napisałbym ani jednego słowa na temat tego ogromnego kongresu, którego program miał wielkość i ciężar książki telefonicznej i zawierał w największym skrócie tytuły i nazwiska 1307 referatów i referentów, gdyby nie pewien wzruszający i dla polskich lekarzy i polskiej nauki zaszczytny, a mimo to pominięty i, moim zdaniem, nie wystarczająco, albo nawet wcale w polskich mediach nie nagłośniony, akcent.

Ileż w tym drobnym szczególe prawdy, że nemo propheta in patria sua.

Na samym początku, po obowiązkowej uwerturze wykonanej przez przewodniczącego DGGG, prof. dr Kindermanna, odbył się bardzo uroczysty akt przyjęcia nowych członków honorowych w poczet Niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego. Otrzymanie członkostwa honorowego DGGG poczytuje się w Niemczech za wielki zaszczyt. Kiedy więc wśród niewielu, najbardziej nauce zasłużonych i sławnych nazwisk, wymieniono także nazwisko naszego kolegi, lekarza i uczonego, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, Jana Madeja, łza się w oku zakręciła. Kiedy zaś prof. Kindermann podkreślił łamiącym się ze wzruszenia głosem, że oto przyjmowany zostaje do Niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego po raz pierwszy w ponad stuletniej historii tego Towarzystwa, Polak i w dodatku Polak, który wpisał w swój życiorys nie tylko naukę światowej renomy, ale także kilka lat pobytu w obozie zagłady w Oświęcimiu, zaległa na sali cisza, której wymowy nic nie byłoby w stanie zastąpić.


Jan Madej - profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek honorowy DGGG. Pierwszy Polak przyjęty do Niemieckiego Towarzystwa Ginekologów


Prof. Kindermann, który zapewne poczuł się w tej ciszy jak moderator telewizyjny, którego reżyser zapomniał zdjąć z wizji, zaszeleścił głośno papierami na pulpicie i przeczytał z niekłamanym namaszczeniem przemówienie pochwalne, tak zwaną laudację, na cześć prof. dr Jana Madeja. Trochę długo musiałem czekać na kopię tego przemówienia, ale się w końcu doczekałem. Oto ona, w moim tłumaczeniu, zarówno w treści jak i w formie wierna, na ile to możliwe, niemieckiemu oryginałowi.




Dr Zbigniew Szczepański Osiadły na stałe w Niemczech polski lekarz ginekolog


Laudatio z okazji nadania prof. dr hab. n. med. Janowi Madejowi honorowego członkostwa Niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego.

„Profesor Jan Madej urodził się w Krakowie, gdzie uczęszczał do szkoły do 1939 roku, kiedy to początek drugiej wojny światowej raptownie przerwał jego naukę. W 1947 roku ukończył szkołę średnią a w 1953 roku medycynę w Akademii Medycznej w Krakowie. Od 1953 do 1960 specjalizował się w Klinice Chorób Kobiecych pod auspicjami kierownika tejże kliniki, prof. dr Stefana Schwarza, ucznia berlińskiego ginekologa Waltera Stoeckla. Po uzyskaniu stopnia naukowego doktora medycyny w 1962 roku rozpoczął proces habilitacyjny i w roku 1971 uzyskał stopień naukowy docenta w zakresie ginekologii i położnictwa. W roku 1977 doc. dr hab. n. med. Jan Madej otrzymał tytuł profesora. Już w roku 1973 został powołany na stanowisko zastępcy dyrektora Instytutu Ginekologii i Położnictwa Akademii Medycznej w Krakowie. W roku 1982 otrzymał stanowisko dyrektora Katedry i Kliniki Ginekologii i Onkologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Stanowisko to piastował nieprzerwanie do roku 1997, kiedy to został przeniesiony na emeryturę. Od tego czasu pełnił funkcję konsultanta.

Poprzez swojego nauczyciela, profesora Schwarza, kolega Madej zapoznał się bliżej z zagadnieniami niemieckiej ginekologii ze szczególnym uwzględnieniem onkologii ginekologicznej. Do głównych zainteresowań naukowych kolegi Madeja należały etiologia i patogeneza raka szyjki macicy oraz rozwój wczesnych metod rozpoznawania tego nowotworu. W tym celu wprowadził on w Polsce odkrytą w Niemczech przez Hinselmanna metodę kolposkopii szyjki macicy. Kraków jest dzisiaj kolebką tej metody i jej naukowym centrum dydaktycznym. Oprócz 140 publikacji w polskich, niemieckich, innych europejskich oraz amerykańskich periodykach, wydał prof. Madej w roku 1982 pierwszy w Polsce podręcznik kolposkopii wraz z atlasem. Po tym wydaniu nastąpiły dalsze.

Razem ze swoim obecnym następcą, Antonim Bastą, wykonał prof. Madej pionierską pracę w zakresie chorób kobiecych poprzez zorganizowanie i utworzenie pierwszego polskiego Ośrodka Diagnostyki i Terapii Operacyjnej Raka Piersi w klinice ginekologicznej.

Prof. Madej należy w swojej ojczyźnie do czołowych przedstawicieli naszej specjalizacji. Liczne członkostwa honorowe, między innymi także naszej Sekcji Patologii Szyjki Macicy i Kolposkopii, są tego najbardziej przekonującym dowodem.

Wielce szanowny kolego, drogi przyjacielu Madej,

Pana osiągnięcia zawodowe i Pańska pozycja w Polsce uzasadniają w pełni następne wyróżnienie dokonane w imieniu Prezydium. To krótkie przedstawienie Pana drogi zawodowej nie ujawnia jednak Pańskich wyjątkowych zdolności do budowania pomostu a nawet przyjaźni między Polakami i Niemcami w zakresie nauk ginekologicznych i położniczych. Nie ujawnia także niczego na temat Pańskiej wspaniałomyślności, która skłoniła Pana, aby mimo wszystko powiedzieć do Niemców „TAK” ! Jako 16 letni chłopiec wpadł Pan w ręce GESTAPO i został Pan ze znanego więzienia na Montelupich deportowany do obozu zagłady w Oświęcimiu i później do Mauthausen w Austrii. Kto zna historię doznanych przez Pana cierpień ten stoi przed Pana siłą dążącą do pojednania i do życia w zgodzie wzruszony i zachwycony. Chciałbym Panu i za to złożyć serdeczne dzięki ! Niemieckie Towarzystwo Ginekologiczne i Położnicze nadaje dzisiaj członkostwo honorowe po raz pierwszy polskiemu koledze. Osobiście dopatruję się w tym małego, ale bardzo ważnego znaku otwarcia się na Wschód i poszerzenia Europy.”

Nic dodać, nic ująć. Wszelka dodatkowa i z reguły powtarzająca się paplanina panegiryczna, rozwadnia każdą wielkość i czyni ją niestrawną. Pokłońmy się zatem tej naszej rodzimej wielkości w milczeniu, w jakim dojrzewała.

Zbigniew Szczepański





powrót do spisu treści

powrót do listy numerów archiwalnych

powrót do strony głównej